Jak radzić sobie ze stresem, gdy odpoczynek nie wystarcza?
Wracasz z urlopu. Dwa tygodnie bez maili, bez telefonów, bez budzika. Pierwszy dzień w pracy – i czujesz się tak, jakbyś nie wyjeżdżał/a. To samo napięcie, ta sama ciężkość, ten sam ścisk w żołądku.
Albo inaczej: weekend minął, spałeś/aś do południa, nie robiłeś/aś nic – a w poniedziałek rano czujesz się gorzej niż w piątek wieczorem.
Jeśli odpoczynek nie pomaga, może nie chodzić tylko o zwykłe zmęczenie.
Stres, który nie mija
Krótkotrwały stres jest normalny. Przed ważną rozmową, przed deadlinem, przed zmianą – ciało się mobilizuje, robisz co trzeba, potem się wyciszasz. Tak to powinno działać.
Problem zaczyna się wtedy, gdy wyciszenie nie przychodzi. Gdy ciało zostaje w trybie gotowości – przez tygodnie, miesiące. Gdy napięcie staje się tłem, do którego się przyzwyczajasz. Gdy nie pamiętasz, kiedy ostatnio czułeś/aś się naprawdę spokojnie.
Czasem odpoczynek nie wystarcza, bo napięcie wraca z tego samego miejsca: z pracy, relacji, odpowiedzialności albo poczucia braku wpływu.
Skąd się to bierze?
Najczęściej nie z jednej rzeczy. Raczej z kumulacji:
– praca, w której nie możesz powiedzieć „nie”
– relacja, w której komunikacja utknęła
– poczucie, że nie masz wpływu na to, co się dzieje
– odpowiedzialność za wszystko i wszystkich
– brak jednej osoby, z którą możesz porozmawiać bez filtra
– niska pewność siebie, która każe Ci udowadniać, że dajesz radę.
Wiele z tych rzeczy osobno da się jeszcze udźwignąć. Wszystkie naraz mogą mocno przeciążać.
Dlaczego „rady na stres” nie zawsze działają?
Wiele takich rad skupia się głównie na technice relaksacji. Oddychaj. Medytuj. Idź na spacer. Wyłącz telefon.
To może pomagać. Ale jeśli źródłem stresu jest sytuacja, w której tkwisz, sama technika relaksacyjna może nie wystarczyć. Trochę jak tabletka przeciwbólowa przy zębie, który wymaga leczenia.
Czasem ważniejszym krokiem jest pytanie: co konkretnie generuje to napięcie? I co z tego mogę zmienić?
Co robimy na spotkaniach?
W Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach (TSR) możemy zacząć od pytania: kiedy ostatnio czułeś/aś się spokojniej? Co wtedy było inaczej?
Może to był dzień, w którym miałeś/aś mniej obowiązków. Może tydzień, w którym ktoś Ci pomógł. Może wieczór, w którym powiedziałeś/aś „nie” i nic złego się nie stało.
Takie momenty mogą być ważną wskazówką. Pokazują, kiedy w Twoim ciele i głowie pojawia się choć trochę więcej spokoju.
Potem pracujemy nad konkretnymi zmianami:
– co w Twoim tygodniu generuje najwięcej napięcia – i czy da się to zmienić
– gdzie tracisz energię na rzeczy, które nie są Twoje
– jak odróżniać odpoczynek od samego „nierobienia nic”
– jak komunikować swoje granice – w pracy, w domu, w relacjach.
Moje doświadczenie
Przez 6 lat prowadziłem szkolenia z radzenia sobie ze stresem w Altkom Akademia – dla zespołów, menedżerów, specjalistów pracujących pod presją. Wiem, jak wygląda środowisko, w którym stres jest „normalny” i nikt go nie kwestionuje. I wiem, że zmiana nie musi oznaczać odejścia z pracy ani rewolucji – czasem wystarczy odzyskać kilka procent wpływu na to, jak wygląda Twój dzień.
Kiedy warto porozmawiać?
Warto rozważyć rozmowę, jeśli:
– napięcie nie mija mimo odpoczynku
– budzisz się zmęczony/a niezależnie od tego, ile śpisz
– jesteś drażliwy/a i wybuchasz na bliskich z powodu drobiazgów
– czujesz ścisk w klatce, napięcie w karku albo problemy z żołądkiem
– mówisz sobie „muszę się wziąć w garść”, ale to nie działa
– ludzie wokół mówią, że się zmieniłeś/aś.
Jeśli objawy z ciała są silne, nagłe albo budzą niepokój, warto skonsultować je także z lekarzem.
Nie musisz być w kryzysie. Nie musisz mieć diagnozy. Wystarczy, że czujesz, że tak dalej nie chcesz.
Kiedy szukać pilnej pomocy?
Jeśli pojawiają się myśli o zrobieniu sobie krzywdy, poczucie zagrożenia życia albo bardzo silne objawy – nie czekaj na zwykłą konsultację. Szukaj pilnej pomocy: psychiatrycznej, na izbie przyjęć, SOR albo pod numerem alarmowym 112.
Stres warto potraktować poważnie
Czasem pomaga nie kolejna aplikacja do medytacji, ale spokojna rozmowa o tym, co się dzieje i co najbardziej obciąża.
To może być dobry pierwszy krok.
Przyjmuję stacjonarnie w gabinecie w Lublinie (ul. Bartosza Głowackiego 35) oraz online.